czwartek, 7 sierpnia 2014

Chapter 1

Szczerze mówiąc to lubiłam swoją pracę. No bo czemu nie? Praca w barze to fajna sprawa. Codziennie poznajesz nowych ludzi, drinki masz za free i inne różne takie. Jedym minusem jest to że muszę wracać późno wieczorem do domu, a ja nie lubię ciemności, nikt mi nie towarzyszy i nikt mnie nie obroni.
Wkońcu! Na dzisiaj już koniec roboty. Nareszcie mogę wrócić do domu! Kiedy spojrzałam na zegarek była już 23:27. Nie ma wzdychać zawsze tak jest.
Szłam ulicą jeszcze dwie uliczki dzieliły mnie od bycia w ciepłym i kochanym domu, kiedy nagle zauważyłam trzech mężczyzn. Dwóch z nich, którzy mieli na sobie dresy krzyczeli na chłopaka który był ubrany w jeansy. Schowałam się za murkiem tak, aby mnie nie zauważyli i żebym nie miała niepotrzebnych problemów, z ukrycia mogłam spokojnie słuchać ich rozmowy.

- Co ty pierdolony kutasie? John mówił ci żebys się nie interesował tym co nie trzeba! -wykrzyczał jeden z tych dresów.
- Gdyby zostawił w spokoju Caluma nie byłoby tych niepotrzebnych sprzeczek. A z resztą to wy mi też się nie podkładajcie bo dostaniecie wpierdol. Jasne? -powiedział w opanowaniu chłopak w jeans
- O ty kutasie! -ponownie krzyknął dres.

Z tego co zdąrzyłam zauważyć tych dwóch dresów zaczeło gonić zgrabnego chłopaka.Może mu pomogę? Chyba tak. Jeśli tego nie zrobie będe miała potem wyrzuty sumienia. Okej, mam plan. Gdy słyszałam że oni juz się zbliżają, wyciągnęłam ręke i pociągnęłam chłopaka z bluzę. Oboje przyczepiliśmy się do muru, zakrywałam chłopaka swoim ciałem, ponieważ to był jedyny sposób żeby tamci go nie zauważyli. Kiedy ujrzalam oprawców nowo poznanego mi chłopaka, do głowy wpadł mi, może nie świetny, ale dośc dobry plan, żeby ich spławić. Namiętnie wpiłam się ustami w usta chłopaka, co chwila spoglądając spod kaptura czy to działa. Mój plan okazał się na tyle dobry że tamci w niego uwieżyli.

- Eh! To tylko jakieś nastolatki się tam liżą, chodź George. -mówił dres.

Odetchnęłam.

-Co ty zrobiłaś? -zapytał nagle chłopak, o nieziemsko pięknych błękitnych tęczówkach.
-Uratowałam ci tyłek. Jeśli bym tego nie zrobiła miałabym potem wyrzuty sumienia. Rozumiesz? -odpowiedziałam prawie niesłyszalnie. 
Ku mojemu zdziwieniu chłopak o niebieskich oczach, przyparł mnie do ściany, tak że to on teraz dominował. Nie wiem czemu, ale wpił się łapczywie w moje usta, przez co ledwo mogłam złapać oddech. Wkońcu udało mi sie go od siebie odepchnąć.

- Dlaczego to zrobiłeś? - zapytałam ze wściekłoscią.
- Bo chciałem.
- A nie chciałbyś dostać w twarz!? W ogóle to jak ty masz na imię?
- A ty?
- Madison, a ty? - ponowiłam pytanie.
- Jestem Luke. Zapamiętaj to imię, bo za niedługo będziesz je krzyczeć z przyjemnosci kiedy będe cie pieprzył.

Nie mogłam uwierzyć w to co on do mnie mówił. Wyplątałam sie z jego uścisku i jak najszybciej pobiegłam do domu.




O boże. W co ja się wkopałam?! Ale spokojnie Madi. Oddychaj. On ci nic nie zrobi. Oddychaj.
Kiedy tylko weszłam do domu odrazu położyłam się do łóżka. Całą noc nie mogłam spać bo mialam koszmary o tym Luke'u, chociaż może nie powinnam wypowiadac jego imienia, można było uznać że był takim drugim Voldemort. Idiota. Mam nadzieje że zapomni o tym wszystkim i da mi święty spokój...

***^***

Kiedy rano się obudziłam wyglądałam okropnie. Wory pod oczami, nadal byłam śpiąca. Przez TEGO chłopaka w nocy nie mogłam spać. Nienawidze tego. Teraz rzeczywiście żałuje że mu pomogłam, gdybym tego nie zrobiła może miałabym wyrzuty sumienia, ale chociaż czułabym sie bezpiecznie.Trudno. Ponoć uczymy się na błędach, prawda? Na Razie nie chce się tym zadręczać. Pójdę na zakupy, może to mi lepiej zrobi.

Zrobiłam tak jak postanowiłam. Wzięłam potrzebne ciuchy i poszłam wziąć szybki prysznic. Ubrałam krótkie czarne spodenki i białą bluzkę z obciętymi rękawami, pogoda dopisywała, więc mogłam sobie pozwolić na taki zestaw. Musiałam dać troszkę więcej Make-up niż zwykle, ponieważ te wory pod oczami. Ugh. Zaczynał się juz sierpień. Nienawidze sierpnia. Dlaczego? Bo to drugi i ostatni miesiąc wakacji, a kiedy one się kończą znowu trzeba iść do szkoły i spędzać tam sporą ilość życia...


____________________________________________________________________________

Nareszcie jest pierwszy rozdział! ♥☺
i co? mozę być? ☺☺☻

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Prolog.

Madison

"Kiedy ON jest przy mnie towarzyszy mi to dziwne uczucie, którego nie mam przy nikim innym. Kiedy widzę JEGO uśmiech jestem trochę zawstydzona. Czasem wydaje mi się że ON nie traktuje mnie poważnie. Nie mam pojęcia jak ON to robi, że potrafi mimo tych wszystkich swoich wybryków utrzymać mnie przy sobie, co jakiś czas wydaje mi się że to nie ma sensu i że lepiej by było gdybym go nie poznała. JEGO dotyk jest dla mnie ukojeniem, dzięki niemu czuję się bezpiecznie. Niekiedy lubie sobie z niego pożartować, ale ON  jest wtedy śmiertelnie poważny i mam wrażenie że kiedy na mnie patrz powoli zabija mnie. Jestem taka bezsilna wobec NIEGO.''