niedziela, 14 września 2014

Chapter 2

Kluczyki jak zawsze schowałam pod białą doniczką przed drzwiami. Trzeba przyznać że słońce dziś wyjątkowo dawało o sobie znać. Od czasu do czasu mogłam zobaczyć człowieka który miał na sobie długie spodnie. Jakim cudem on wytrzymuje?! Ja już dawno bym się ugotowała. Nie mogłam marudzić na zbyt wysoką jak dla mnie temperaturę, gdyż w moich myślach teraz był ON. Luther? Leon? Leroy? Luke! Luke. Teraz czuje mdłości. Boję się, ale i tak nikomu tego nie powiem. Nikt nie jest w stanie mi pomóc.

Nie ważne. Nie myśl o tym. Pomyśl o czymś miłym. Zendaya? Tak! Przecież mamy iść razem na impreze do Cameron'a. W sumie to Cameron jest miłym chłopakiem, i całkiem przystojnym. Poznałam go niedawno, zrobił na mnie dobre wrażenie. Jeszcze pare dni i będziemy razem chodzić do szkoły, a w sumie do klasy. Zastanawiacie się skąd znam Zen'? Chodziłyśmy razem do szkoły w Dublin'ie. Rodzice Zen' zginęli rok temu w wypadku, a na skutek tego Zendaya trafiła do domu dziecka. Nie musiała czekać długo na ludzi, którzy ją adoptują. Byli nimi moi rodzice, namawianie ich zajęło mi miesiąc. Oni wiedzą że Zen' jest dobrą dziewczyną i że nie sprawia większych problemów. Dlatego zgodzili się. Teraz ja jak i ona, mieszkamy same, ale niedaleko siebie, dzięki czemu możemy sobie składac częste wizyty.

Teraz trzeba pomyśleć co kupić. Coś zdrowego. Napewno. Muszę się odchudzać. Więc; jabłka, banany, maliny, marchewki i jakiś sok. Już.

Trzeba przyznać że zakupy były dość lekkie. Troche szybszym krokiem doszłam do domu, podniosłam doniczkę, aby wziąść klucze. Nie ma ich. Co? Może Zen' przyszła mnie odwiedzić? Przecież nikt inny nie wie gdzie je chowam.

-Jest tu kto? -mozolnym ruchem szłam w stronę salonu, kiedy ktoś nagle przyparł mnie do ściany wbijając we mnie swoje usta. Po tym jak się oderwał, mogłam ujrzeć jego twarz.
-Cześć kochanie, tęskniłaś? -zapytał jak się ju zdążyłam zorientwać- Luke.
-Nie. -warknęłam i wyswobodziłam się z jego ramion.
-Naprawde? Coś powątpiewam. -odparł śmiejąc się.
-Nie pochlebiaj sobie głupku-byłam już na skraju wytrzymałości
-A czemu nie, kochanie?
-Zamknij się i wyjdź stąd. -wskazałam na drzwi
-Uwierz mi, za niedługo będziesz mnie błagac żebym został. -zmrużył oczy.
-Wątpie, a teraz, nie do zobaczenia. -popchnęłam go w stronę drzwi.

Boże, co za idota! Niech lepiej się do mnie nie zbliża. Niech nie wraca. Nie chce go już widzieć.

Nie czuję się teraz zbyt bezpiecznie. Nie mam zamiaru dzwonić do rodziców i im o tym mówić, bo jeszcze kazali by mi zamieszkać z nimi, a tego napewno nie chce. Teraz kiedy mogę decydować o sobie i swoim życiu. Napiszę do Zen'. Tak. To dobry pomysł.

Do: Zen♥

Hej Zen, moge do ciebie wpaść i pogadać? To ważne. xx '

Od: Zen♥
' I ty jeszcze pytasz? Jasne że tak! Czekam ♥ '

Świetnie. Troche jej opowiem i się odstresuje. Wkońcu jutro rozpoczęcie roku. Miejmy nadzieję że będzie fajnie. Oby.

Do ręki chwyciłam telefon i tym razem wzięłam kluczyki. Może lepiej teraz będę je nosić ze sobą, albo najbezpiecznej będzie jeśli poprostu zmienię zamek.

Dojście do Zen' zajęło mi zaledwie 5 minut. Do swoich kluczyków miałam wpięte klucze do domu Zen' dobrze że Luke ich nie zabrał, bo byłyby spore problemy.

-Hej Zen! -krzyknęłam wchodząc do środka i zamknęłam drzwi na klucz.
-Madiiiiii! -przeciągnęła- tak jak zawsze lubiła, witając się ze mną. -Co u ciebie słychać?
-No właśnie. O tym chcę pogadać. -westchnęłam i pociągnęłam dziewczyne za sobą do salonu
-Śmiało. -powiedziała dziewczyna i pogłaskała mnie po ramieniu.
-Wczoraj wracałam do domu, jak zwykle późno i przechodziłam obok tego durnego zaułku. Wtedy zobaczyłam jakiś dwóch mężczyzn, którzy krzyczeli na chłopaka, chcieli go pobić, a on zaczął uciekać, więc postanowiłam ocalić mu ten boski tyłek i skończyło się na tym że się całowaliśmy, oczywiście zrobiłam to tylko żeby go uratować, ale widocznie on wziął to bardziej na poważnie. Dzisiaj był u mnie w domu i znów się całowaliśmy, ale nie z mojej woli, potem go wypieprzyłam z domu.
-Ładny? Dobrze całuje? -myślałam że zaraz wybuchnę.
-Zen! Ja ci tu mówię takie rzeczy i się cholernie stresuje, a ty się mnie pytasz czy on jest ładny!?
-Dobra przepraszam. Ale ładny był? -ponowiła pytanie. Eh, ona nigdy nie odpuszcza. Zabiję ją kiedyś.
-No dobra. Był przystojny, cholernie przystojny i muszę przyznać że nieźle całuje. ALE ON MÓGŁ I MOŻE MI COŚ ZROBIĆ!

Dziewczyna westchnęła. -Rozumiem. I co masz zamiar z tym zrobić?
-Niewiem. Naprawde. -złapałam się za głowę.
-Mam pomysł. To może nie rozwiąże całego twojego problemu, ale może choć trochę poczujesz się bezpieczniej.
-Proszę o konkret.
-Zamieszkaj narazie ze mną. -zaproponowała.
-Hm. No cóż. Chyba nie mam innego wyjścia...

_______________________________________________________________

dum dum dum
jest nareszcie kolejny rozdział
KOMENTUJCIE BO NIE BĘDZIE NASTĘPNEGO :D
kocham was mocno ♥