piątek, 5 grudnia 2014

Chapter 3

Wszystko dokładnie ilustrowałam oczami. Spakowane.

Co za idiota. Przez niego muszę się wyprowadzać z domu. Po prostu pogratulować.

-Ej pomóc ci z tymi walizkami?  -usłyszałam głos za plecami.
-Nie dzięki Zen’.  –podniosłam walizkę.
-Oj kochanie, nie myl mnie z jakąś, Zen’.
Wzdrygnęłam się. –Co!?

O. Mój. Boże. To on, Luke. L U K E! Zaraz go zabije. Czy on nie może mi dać spokoju?

Przecież On ci się podoba Madison. Bądźmy szczerzy. 
-To co? Zawieść cię? –zapytał znowu.

W sumie czemu nie? Co mam do stracenia? -A wiesz co? Okej.
-Tak myślałem że się zgodzisz kotku.
-Tylko bez takich. Nie pozwalaj sobie maluchu.
-Kto tu powiedział że jestem maluchem?
-Ja.


Wywrócił oczami i gestem zaprosił mnie do swojego czarnego van'a. No, trzeba przyznać że chłopak ma gust. Zapakował walizki, a ja zwinnym ruchem wcisnęłam się na miejsce kierowcy.

-No chyba sobie żartujesz!? To ja tu jestem kierowcą, to mój wóz, a ty jesteś moją pasażerką, kochanie.
-Po pierwsze, bez ''kochanie''. Po drugie, ciesz się że zgodziłam się z tobą pojechać. Po trzecie, mam chłopaka. Po czwarte ja kieruje, więc siadaj. -kiedy usłyszał ostatnie zdanie zacisnął dłonie w pięści.

Zacisnął szczęke i poirytowany usiadł na miejsce pasażera. Cmoknęłam kilka razy i odpaliłam silnik.

-Kochasz go? -nie odpowiedziałam. -Kochasz!?

Powiedz mu, powiedz mu że ten twój chłoptaś cię bije, wyzywa od najgorszych. Powiedz!

-Po co ci to wiedzieć?! -czułam że zaraz wybuchne.
-Chcę wiedzieć. -uspokoił się trochę.
-Nie twoja sprawa. -fuknęłam.

Prychnął. Podjechałam na podjazd Zen'. Dziewczyna z prędkością światła. I odrazu stanęła jak wryta widząc Luke'a. 
Serio Zen'!? Naprawde!?

Zareaguj idiotko! Przecież on cie się podoba! Trzymaj go przy sobie, bo Zen' ci go odbierze!

Nie! Nie! I nie! Nie podoba mi się! Zamknij się durny rozumie, bo on mi się nie podoba! I nie zacznie!

***

Wszystkie ubrania rozpakowałam i włożyłam do małej szafki. Luke bacznie obserwował każdy mój ruch. Zen' zawołała Luke'a na herbatę.

Aleś ty miła Zen'. 

Ach ten sarkazm.

-Idź. Przecież cię woła. -pogoniłam go.

Czemu nie idziesz!? Idź! Przecież ona cię wołą debilu!

Zostań! Zostań, proszę. Chce cię mieć przy sobie. Luke debilu.

-Ale najpierw muszę coś zrobić... -powiedział bez większych emocji zbliżając się do mnie.

Położył obie dłonie na moich biodrach i przycisnął do siebie. Dziwiło mnie to że nie potrafiłam nawet zareagować. Dlaczego? 
Powoli zbliżył swoje usta do moich, i natychmiast dostał pozwolenie na wsunięcie swojego języka w moje usta, które teraz płonęły. Dobrze że mnie trzymał, bo chyba bym upadła...

I teraz Madison powiedz że Luke Hemmings wcale cię nie kręci...

___________________________________________________________________

Nareszcie jest kolejny rozdział!
Podekscytowani? ☺

Komentować, to zachęca do pisania. ☺
Im więcej komentarzy tym szybcej pojawi się kolejny rozdział. ☺

Kocham was mocno ♥♥